Większość polskich dzieci po przyjeździe na Wyspy prawie w ogóle nie posługuje się językiem angielskim albo zna go bardzo słabo. Brytyjscy pedagodzy, nieznający ani słowa po polsku, zachodzą w głowę, jak porozumieć się z uczniami, zanim ci opanują mowę Szekspira. Część szkół stawia na zatrudnianie polskojęzycznych asystentów. Są też takie, które preferują nieco mniej konwencjonalne rozwiązania.
Dla dobra dzieci?Na niecodzienny pomysł wpadł Damien Jordan, dyrektor szkoły podstawowej w nadmorskim Brighton, gdzie uczy się 311 obcokrajowców z 24 różnych krajów. Specjalnie z myślą o dzieciach imigrantów mężczyzna zaczął uczyć się języka... migowego Makaton. Ponadto chce, aby wszyscy nauczyciele pracujący w Fairlight Primary School również zapoznali się z tym systemem znaków i gestów. Jego zdaniem, dzięki nowej umiejętności pedagodzy łatwo nawiążą kontakt z dziećmi m.in. Polaków.
- Chcę mieć możliwość komunikowania się w dowolnej formie ze wszystkimi uczniami i ich opiekunami i właśnie dlatego uczę się podstaw wielu różnych języków oraz trenuję język migowy o nazwie Makaton, który stworzono z myślą o szkołach - tłumaczy na łamach serwisu "The Argus" Damien Jordan. Ponadto nauczyciel zaznacza, że dzięki "miganiu" uda się przezwyciężyć impas na linii obcojęzyczny uczeń - brytyjski nauczyciel. A dzieci nie będą już się frustrować, że nikt ich nie rozumie. Oczywiście, nie wszyscy są nastawieni do inicjatywy tak optymistycznie jak sam dyrektor.
- Wolałbym, żeby moje dziecko uczyło się w szkole języka angielskiego, a nie migowego. Ten język jest stworzony z myślą o osobach, które mają problemy z mówieniem, są niepełnosprawne. Polskie dzieci nieznające angielskiego nie powinny być traktowane w takich kategoriach - stwierdza kategorycznie Krystian, tata 6-letniej Justyny. Podobnego zdania jest też Urszula, nauczycielka w polskiej szkole sobotniej. - Nie wydaje mi się, żeby ten pomysł był trafiony. Właściwie to zupełnie nie ma sensu. Te dzieci muszą jak najszybciej zacząć funkcjonować w angielskim środowisku i uczyć się angielskiego, a nie języka migowego - mówi. - Radziłabym spożytkować fundusze przeznaczone na dokształcanie nauczycieli w tej kwestii na dodatkowe lekcje języka dla uczniów - dodaje.
Czym jest Makaton?Sprawa wyjaśnia się jednak, gdy zrozumie się, czym tak naprawdę jest Makaton. Okazuje się, że jest to co prawda system gestów i symboli graficznych, ale zazwyczaj towarzyszy mu również mowa. Język stworzony z myślą o uczniach bazuje na prostych gestach, które dziecko już zna. Z założenia znaki manualne jedynie wspomagają słowne porozumiewanie się, będąc dodatkowym środkiem wzmacniającym przekaz. Oprócz nich wykorzystuje się też symbole graficzne. Nie istnieje jasno określona grupa odbiorców posługujących się Makatonem. "Osoby korzystające z języka pochodzą z różnych grup wiekowych i kulturowych. Ich jedyną cechą wspólną jest to, że z różnych przyczyn potrzebują przystosowanych form pomocy do skutecznego porozumiewania się" - czytamy na www.makaton.pl. Tuż obok autor dodaje: "Osobami najczęściej doświadczającymi trudności komunikacyjnych są przede wszystkim dzieci i dorośli: z niepełnosprawnością intelektualną, z porażeniem mózgowym, z autyzmem, z zaburzeniami zmysłów słuchu i ze specyficznymi zaburzeniami rozwoju mowy i języka".
Trudno więc dziwić się rodzicom, którzy twierdzą, że stosowanie tej metody porozumiewania się z dziećmi imigrantów nie jest trafione.
Tekst z serwisu
