List z Liverpoolu. W mieście Bajecznej Czwórki

Natalia Bartuszek
2008-08-25, ostatnia aktualizacja 2008-08-27 14:45

Liverpool widziany z promu, po prawej Three Graces
Liverpool widziany z promu, po prawej Three Graces
Fot. Wojciech Dobrzański

W ubiegłym roku Liverpool obchodził swoje 800-lecie, a rok 2008 powitał jako Europejska Stolica Kultury. To znakomity powód, by odwiedzić to portowe miasto nad rzeką Mersey w północno-zachodniej Anglii. My udaliśmy się tam tropem legendarnych Beatlesów...

The Beatles Shop
Fot. Wojciech Dobrzański
The Beatles Shop
Dom MacCartney'a przy 20 Forthlin Road
Fot. Wojciech Dobrzański
Dom MacCartney'a przy 20 Forthlin Road
Posąg Lennona u wejścia do pubu The Cavern
Fot. Wojciech Dobrzański
Posąg Lennona u wejścia do pubu The Cavern
Wycieczkowy minibus
Fot. Wojciech Dobrzański
Wycieczkowy minibus
Dom Johna Lennona
Fot. Wojciech Dobrzański
Dom Johna Lennona
W angielski wilgotny poranek lądujemy w Liverpoolu. W 2001 r. lotnisko przyjęło imię Johna Lennona. Słynny muzyk ma tu swój posąg - postać z brązu w charakterystycznych okularach, z rękami w kieszeniach, stanęła w hali odlotów.

Gdy opuszczamy terminal, zza chmur wygląda słońce. Żółty jest też stojący tutaj duży blaszany model Yellow Submarine. Od razu przypominają mi się słowa słynnej piosenki: "In the town where I was born..." ("W mieście, w którym się urodziłem..."). I tak zaczyna się nasze spotkanie z legendą Beatlesów - w mieście, w którym przyszli na świat i dorastali i gdzie założyli swój zespół.

Pierwsze kroki kierujemy do Hard Days Night Hotel w centrum, na North John Street (www.harddaysnighthotel.com ). Zdjęcia, obrazy, stylizowana na żółtą łódź podwodną szafa grająca przy recepcji, a pod sufitem arkusze z nutami. Schody pomiędzy piętrami służą za galerię - duże czarno-białe fotografie ukazują 50 lat związku Beatlesów z Liverpoolem. Szczegółowe oglądanie zostawiamy sobie na wieczór, bo czeka już nasz przewodnik.

Phil Coppell ze stowarzyszenia Blue Badge Tourist Guides, sympatyczny liverpoolczyk (oczywiście w krawacie z Beatlesami), obiecał pokazać nam miejsca, które musi poznać prawdziwy fan The Fab Four, czyli Bajecznej Czwórki. Podczas wędrówki uraczy nas ciekawostkami dotyczącymi historii miasta, futbolu i muzyki.

Koło hotelu Hard Days Night wąska uliczka z szyldem: "Welcome to Mathew Street, Birthplace of The Beatles". To tu narodził się zespół - w The Cavern Club wystąpili po raz pierwszy 21 lutego 1961 r. i tu odkrył ich późniejszy menedżer Brian Epstein. Dali w klubie 292 koncerty, ostatni 3 sierpnia 1963 r. (występowały w nim i inne sławy, m.in. Stevie Wonder i Rod Stewart). The Cavern zamknięto w 1973 r., ale kilkanaście lat później powstała tuż obok wierna kopia słynnego pubu. Surowe wnętrze z czerwonej cegły, w głębi niewielka scena. Na ścianach fotografie Beatlesów i oryginalne plakaty, niektóre trochę zniszczone przez fanów żądnych pamiątek po idolach. Naprzeciwko wejścia nonszalancko opiera się o ścianę John Lennon (posąg wzorowany na zdjęciu z okładki albumu "Rock'n'Roll" z 1975 r.). Za nim Wall of Fame, czyli ściana sławy - w hołdzie liverpoolskim wykonawcom, którzy zdobywali pierwsze miejsca na brytyjskiej liście przebojów.

Przed koncertami i po występach w The Cavern (także dziś najlepiej wpaść tu wieczorem, by posłuchać muzyki na żywo) Beatlesi lubili przesiadywać w pobliskim pubie The Grapes. Na zdjęciu z 1962 r. John, Paul, George i Pete Best, poprzednik Ringo Starra, siedzą właśnie tutaj; plakietka obok wskazuje, w którym dokładnie miejscu zrobiono zdjęcie.

Nieco dalej The Beatles Shop z figurami całej czwórki nad wejściem. Schodki wiodą do niewielkiego pomieszczenia. Wybór plakatów, magazynów, oryginalnych zdjęć, książek i gadżetów (zegary, koszulki, torby) może przyprawić o zawrót głowy.

Przy Stanley Street oglądamy rzeźbę siedzącej na ławce Eleanor Rigby. Piosenka "Eleanor Rigby" ukazała się w 1966 r. na płycie "Revolver". Według jednej z wersji McCartneya zainspirował napis z płyty nagrobnej na cmentarzyku przy St. Peter's Parish Church w Woolton. Tak powstała smutna piosenka o ludziach samotnych i opuszczonych. Taka jest też dedykacja na tabliczce obok Eleanor.

Mijamy kramy z pamiątkami i szalikami Liverpool FC. - Chcecie zobaczyć Anfield Road? - pyta Phil. Po chwili już siedzimy w samochodzie. Za oknem miga ogromna żółta rzeźba - dziwna owieczka z tułowiem w kształcie banana stworzona w 1998 r. przez Taro Chiezo. Superlambbanana miała ostrzegać przed modyfikowaną genetycznie żywnością, nawiązuje też do historii Liverpoolu jako portu, w którego dziejach dużą rolę odgrywał handel baraniną i import bananów. Szybko stała się symbolem miasta. Po drodze jeszcze chińska dzielnica, najstarsza w Europie. Bogato zdobiony łuk u wejścia do Chinatown jest największą tego typu budowlą poza Chinami kontynentalnymi.

I już Anfield, siedziba Liverpool FC, najbardziej utytułowanego angielskiego klubu piłkarskiego. By wejść na stadion, trzeba wcześniej zarezerwować miejsce. Zwiedzamy więc tylko muzeum, w którym największą dla nas atrakcją jest imponujący puchar zdobyty w 2005 r. podczas finału Ligi Mistrzów w Stambule, przy udziale Jerzego Dudka.

***

Pora wracać do Beatlesów. W małym, prostym szeregowcu przy 9 Madryn Street 7 lipca 1940 r. urodził się Ringo Starr. Mamy szczęście, że udało nam się zobaczyć to miejsce, okolica ma być wyburzona pod nowe inwestycje. Za rogiem, przy Admiral's Grove, pub The Empress - to jego zdjęcie w 1970 r. trafiło na okładkę pierwszego solowego albumu Starra "Sentimental Journey".

Nasza trasa prowadzi teraz wśród zabytkowych budowli, których w Liverpoolu nie brakuje. Walker Art Gallery przy William Brown Street, zwana galerią narodową północnej Anglii, może się poszczycić ogromną kolekcją dzieł od średniowiecza po współczesność (m.in. Rembrandt, Turner, Monet, Rossetti, Hockney). Dla turystów z Polski dużą atrakcją jest pochodzący z Gdańska bursztynowy kabinet z ok. 1700 r. W 2002 r. swoją wystawę miał tu Paul McCartney (obrazy, fotografie, rzeźba z drewna).

Tuż obok neoklasycystyczny budynek St. George's Hall. Szerokie schody z figurą Benjamina Disraeli, słynnego polityka i pisarza, prowadzą do głównego wejścia z centralnym portykiem, którego sklepienie podtrzymują korynckie kolumny. W środku sale koncertowe i sądowe. Po renowacji St. George's Hall został ponownie otwarty w 2007 r., wtedy też powstało Heritage Centre, w którym poznamy jego bogatą historię (możliwe także zwiedzanie z przewodnikiem). W 2004 r. budynek - wraz z wieloma innymi w okolicy - wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO (będzie o tym jeszcze mowa).

Pora na dwie imponujące katedry na dwóch krańcach Hope Street, czyli ulicy Nadziei. Rzymskokatolicka Metropolitan Cathedral konsekrowana w 1967 r. zwana jest potocznie Paddy's Wigwam - zarówno z powodu charakterystycznego kształtu, jak i dlatego, że przy jej budowie pracowało wielu Irlandczyków. Zaskakuje nowoczesna architektura i wnętrze. Ławy ustawiono w okrąg, by ołtarz był dobrze widoczny z każdego miejsca, imponujące sklepienie zdobi wspaniały witrażowy panel. W 1982 r. katedrę odwiedził Jan Paweł II. W każdą niedzielę o 13 odprawiana jest msza po polsku.

Budowę anglikańskiej Liverpool Cathedral ostatecznie ukończono w 1978 r. Liczy 9688 m kw. i jest największą w Wielkiej Brytanii i piątą pod względem wielkości katedrą na świecie. Szczyci się też najwyższymi na świecie gotyckimi łukami - 33 m i najcięższymi dzwonami - jest ich 13 i ważą łącznie 31 ton. Kiedy w 1901 r. podjęto decyzję o budowie katedry, jej architektem został dwudziestoletni student architektury Giles Gilbert Scott. Ten sam, który wiele lat później zaprojektował jeden z najsłynniejszych, choć znacznie mniejszy symbol Wielkiej Brytanii - czerwoną budkę telefoniczną. Jak opowiada nasz przewodnik, podobno dziesięcioletni Paul McCartney brał tu udział w przesłuchaniu do chórku. Niestety, nie został przyjęty, bo nie umiał czytać nut.

***

Zmierzamy teraz w stronę rozsławionych w piosenkach Penny Lane i Strawberry Field, odwiedzając po drodze skromny szeregowiec w ślepej uliczce Arnold Grove, gdzie 25 lutego 1943 r. urodził się George Harrison. Za chwilę Penny Lane. Z odtwarzacza w samochodzie rozbrzmiewa piosenka z 1967 r., a my z niedowierzaniem patrzymy, jak niewiele się tutaj zmieniło.

Pełne zieleni i drzew Strawberry Field (Truskawkowe Pole) nieopodal domu Lennona przy 251 Menlove Avenue było dla niego zaczarowanym miejscem, w którym mógł ukrywać się przed światem. Nazwa odnosi się do budynku Salvation Army Children's Home - sierocińca, który stoi do dziś. Szkoda, że nie ma pól truskawkowych. Pozostaje nam zdjęcie przy słynnej czerwonej bramie, przez którą przed laty przechodził mały John (na murze obok napis "Strawberry Field").

Ostatni punkt wycieczki: St. Peter's Parish Church w Woolton. Podobno Lennon śpiewał tu w kościelnym chórze. Na przykościelnym cmentarzu można odnaleźć płytę nagrobną z nazwiskiem Eleanor Rigby. Ale, co najważniejsze, to tutaj podczas festynu 6 lipca 1957 r. McCartney poznał Lennona i wszystko się zaczęło. Wracamy do hotelu nieźle zmęczeni. Jego nazwa - Hard Days Night ("noc po ciężkim dniu") od tytułu piosenki i filmu Beatlesów - wydaje się bardzo a propos.

Źródło: Gazeta Podróże