Koniec marzeń o ziemi obiecanej - o bezdomnych Polakach w Wielkiej Brytanii

Alexandra Topping
2008-02-25, ostatnia aktualizacja 2008-02-25 14:58

W Wielkiej Brytanii coraz większym problemem są bezdomni imigranci
W Wielkiej Brytanii coraz większym problemem są bezdomni imigranci
Fot. MONICA ALMEIDA /NYT

Gdy świeżo przybyli imigranci z nowych państw Unii Europejskiej, w tym Polski zostają bez pensa przy duszy i dachu nad głową, nie mogą liczyć na pomoc brytyjskiego rządu. "The Guardian" rozmawia z przedstawicielami organizacji dobroczynnych pracujących z polską społecznością w Londynie, które postanowiły wypełnić tę lukę.

Kiedy karetka przywiozła Wacława Ziajkę do siedziby organizacji Upper Room zajmującej się bezdomnymi, związaną z polską społecznością w Hammersmith, mężczyzna wciąż miał na sobie szpitalną piżamę i szlafrok. Niewiele było o nim wiadomo, oprócz tego, że uległ wypadkowi na budowie, przeszedł poważną operację mózgu i spędził ostatnie trzy miesiące w szpitalu. Nie miał żadnych dokumentów, nie wiedział, gdzie mieszka, ani co powinien robić.

Siedząc w biurze małej, niezależnej, przykościelnej organizacji charytatywnej Upper Room, 49-latek pociera szpakowatą brodę, pochyla się i unosi nogawkę spodni pokazując, że pod spodem wciąż jeszcze ma jasnozieloną piżamę. - Dzięki temu jest mi cieplej - mówi po polsku.

Pracownicy pogotowia przywieźli go do Upper Room, ponieważ po wyjściu ze szpitala nie miał gdzie się podziać. Jako nowo przybyły do Wielkiej Brytanii, nie może ubiegać się o zasiłek mieszkaniowy, ani o zasiłek dla osób poszukujących pracy, dopóki nie przepracuje 12 miesięcy. W związku z tym nie ma szans na przyjęcie do większości schronisk, ponieważ te czerpią dochody z zasiłku mieszkaniowego pensjonariuszy. - Gdyby nie było tego miejsca, nie wiem, co bym zrobił - mówi. - Wylądowałbym na ulicy.

- Ziajka jest jednym z wielu imigrantów zarobkowych z nowych państw Unii Eropejskiej, którzy po przyjeździe do Wielkiej Brytanii zostali bez pensa przy duszy i dachu nad głową - opowiada Bruce Marquart, menedżer projektu z Upper Room. - Dla imigrantów zarobkowych z krajów A8 (tych, które przystąpiły do Unii Europejskiej w 2004 roku) głównym problemem jest brak jakiegokolwiek systemu bezpieczeństwa. Istnieje niewielka, acz znacząca liczba przypadków ekstremalnych dotyczących osób, które z powodu wypadków lub niezdolności do pracy zostają pozbawione środków do życia, przez co popadają w nędzę i cierpienie.

Bezdomni imigranci - czyj to problem?

20 lutego, podczas dorocznej konferencji NCVO [The National Council for Voluntary Organisations - Krajowa Rada Organizacji Dobroczynnych - tłum.], liderzy organizacji charytatywnych dyskutowali o wpływie migracji w Europie na wolontariat. Ewa Sadowska z Fundacji Barka - polskiej organizacji dobroczynnej pomagającej bezdomnym Polakom w powrocie do ojczyzny - wyjaśniała, że w 2006 roku zdesperowane instytucje charytatywne zwróciły się do niej z prośbą o pomoc w rozwiązaniu sytuacji w Londynie. - Wysyłamy do domu ludzi będących na granicy życia i śmierci. Gdyby zostali tutaj, umarliby na ulicy - mówi Sadowska. Alistair Murray z organizacji Housing Justice Unleash, która wraz z Simon Community nawiązała partnerską współpracę z Barką w Wielkiej Brytanii w sierpniu 2006 roku, argumentował, że rząd ma moralny obowiązek pomagać tym, przed którymi otworzył granice.

- Z powodu niewłaściwej polityki rządu, potrzebom tym muszą wyjść na przeciw małe organizacje wolontariuszy. Nie daje mi spokoju to, że ludziom wolno tu przyjeżdżać, ale nie mogą oczekiwać żadnej pomocy, i że jeżeli po pół roku wpadną w kłopoty, to tylko ich problem - mówił Murray. - Taka polityka jest niemoralna.

Imigranci mogą ubiegać się o przywileje socjalne dopiero, gdy są w stanie udowodnić, że przepracowali 12 miesięcy w sposób ciągły, bez przerwy dłuższej niż 4 tygodnie. Ale żeby to zrobić, muszą zarejestrować się w systemie rejestracji pracowników (Workers Registration Scheme), co kosztuje 90 funtów. Nieoficjalnie wiadomo, że wielu z nich nie zadaje sobie fatygi, aby to zrobić. Spośród 520 osób, które skorzystały z usług pośrednictwa pracy oferowanych przez Upper Room, zarejestrowały się tylko dwie - obydwie pracujące dla tej organizacji dobroczynnej. Według danych oficjalnych, z 562 tys. przybyłych do Wielkiej Brytanii w latach 2005-2006, tylko 16 tys. (3 proc.) wystąpiło o zasiłek dla poszukujących pracy, zasiłek chorobowy lub zasiłek dla osób o niskich dochodach w ciągu 6 miesięcy od uzyskania numeru ubezpieczenia NIN (National Insurance Number).

- System rejestracji pracowników (WRS) to ukryty podatek nakładany na imigrantów zarobkowych i kolejna bariera utrudniająca otrzymanie świadczeń osobom przybyłym z krajów A8 - mówi Marquart. - Wygląda na to, że istnieje oficjalna polityka głodzenia. Imigranci są tu mile widziani, ponieważ mają wspierać naszą gospodarkę, ale gdy tylko zaczynają coś kosztować, skazuje się ich na banicję.

Organizacje charytatywne mówią, że problem ten wcale nie znika. Grupa Homeless Link, będąca czymś w rodzaju parasola nad instytucjami pomagającymi bezdomnym, w reakcji na ich rosnący niepokój, przeprowadziła niedawno ankietę wśród osób śpiących na londyńskich ulicach i odkryła, że 18 proc. spośród nich stanowią przybysze z państw Europy Środkowej i Wschodniej. Podobne badania wykonane w domach opieki, wśród pracowników socjalnych docierających do potrzebujących i w noclegowniach wykazały, że 15 proc. osób korzystających z takiej pomocy pochodziło z krajów A8, i że 3/4 organizacji zetknęło się z tym problemem.

Zamiast raju - piekło na ziemi

Według Philipa Burke'a, powiernika Simon Community, zajmującej się bezdomnymi na ulicach, w krajach ojczystych potencjalnych emigrantów zarobkowych mami się reklamami obiecującymi pracę, zakwaterowanie i lepsze życie, ale rzeczywistość często okazuje się być zupełnie inna. Praca się nie pojawia, a jeżeli już, to tylko dorywcza, zakwaterowanie jest byle jakie, albo nie ma go w ogóle. - Na ulicy ludzie ci mogą paść ofiarą gangów, alkoholu i zostać wykorzystani na najróżniejsze sposoby - mówi Burke. Jak szacuje, obecnie około 1/3 wszystkich osób, którym pomaga jego organizacja, stanowią przybysze z Europy Wschodniej i Środkowej.

Zdaniem prezes Homeless Link Jenny Edwards, sprawę tę trudniej rozwiązać, ponieważ pojawiła się z dnia na dzień. - Stanowiła problem od samego początku - opowiada Edwards. - Domy opieki w Londynie nagle zorientowały się, że mają do czynienia z zupełnie nową grupą potrzebujących. - I dalej ma to znaczący wpływ na zakres pomocy dla bezdomnych w Wielkiej Brytanii. - Jest rzeczą nieuniknioną, że agencje wolontariuszy wkraczają, jak tylko pojawia się potrzeba, zanim instytucje oficjalne zauważą problem - dodaje.

Małe organizacje charytatywne na terenie całego kraju próbują wypełnić lukę, ale ich rozmiary i brak funduszy powodują, iż to, co mogą zaoferować, jest dalece niewystarczające. Fundacja Barka UK prowadzi repatriację Polaków, którzy zostają bez środków do życia, a także służy poradami na wszelkie tematy, począwszy od egzaminów dla wykonawców robót budowlanych po informacje, jak założyć konto bankowe. Jej przedstawiciele zachęcają również członków Wspólnoty Barka w Polsce, w ramach której z fundacją współpracuje wiele innych podmiotów, aby rozmawiali z Polakami na obczyźnie i namawiali ich do powrotu do ojczyzny. - Istnieje wiele powodów, dla których ludzie nie chcą wracać do kraju - chociażby niespełnione obietnice przywiezienia pieniędzy do domu. Wiele osób się wstydzi - mówi Sadowska. - Myślą, że wszystko jakoś się ułoży.

East European Advice Centre [Wschodnioeuropejskie Centrum Doradztwa] pomaga, między innymi, w zakresie zakwaterowania, prawa imigracyjnego i edukacji, a kilka innych agencji opiekujących się bezdomnymi zatrudnia opiekunów społecznych mówiących w językach wschodnioeuropejskich.

Zakres wsparcia oferowanego przez Upper Room należy do najszerszych w stolicy. W listopadzie 2006 roku organizacja uruchomiła własny klub pracy UR4jobs. Udziela także informacji na temat życia i pracy w Wielkiej Brytanii, możliwości nauki języka angielskiego i szkoleń dwujęzycznych. We współpracy z Klubem Polskich Psychologów (Polish Psychologists Club) prowadzi program pilotażowy związany z darmowym doradztwem w języku polskim i terapią ruchową dla kobiet.

Pojawiają się pierwsze sygnały, że rząd zaczyna słuchać tej małej, ale głośnej części wolontariatu. Głosy nawołujące do stworzenia centrum dla przyjezdnych oraz do zapewnienia im lepszego dostępu do informacji były jak dotąd ignorowane, ale organizacja Homeless Link otrzymała zadanie opracowania planu działania na rzecz redukcji liczby osób bez dachu nad głową pośród przybyszów z Europy Środkowej i Wschodniej. Ma on być gotowy w marcu.

Na to, by zapewnić potrzebującym, którzy trafili do Upper Room, gorący posiłek, nigdy nie jest za wcześnie. Dzisiaj na kolację podano coś wyjątkowego: bigos z prawdziwymi polskimi kiełbaskami. Młody człowiek, który nie chce zostać wymieniony z imienia i nazwiska, mówi, że to jego ulubione danie, i że nie jadł czegoś takiego od 3 lat, czyli od swojego przyjazdu do Wielkiej Brytanii. Przez ten czas pracował w kilku miejscach, mieszkając w squatach i parkach, a teraz dzieli małą dwupokojową klitkę z sześcioma innymi osobami. Zakwaterowaniu temu daleko do ideału, ale jego przyjaciele byli bezdomni, tak samo jak on, więc nie mógł im odmówić. Zapytany, czy Zjednoczone Królestwo spełniło jego oczekiwania, zastanawia się przez chwilę, po czym odpowiada: - Nie wyobrażałem sobie, że będzie tu jak w raju, ale nie spodziewałem się piekła na ziemi.

Źródło: The Guardian