Były premier uważa, że nad zapowiadanym deficytem w wysokości 52 mld 200 mln złotych nie należy histeryzować, ale też nie należy go lekceważyć. - Obecną wielkość deficytu uważam za możliwa do sfinansowania. Więc po co ciąć emerytom? Nie możemy tylko dopuścić do kryzysu walutowego - dodaje
w wywiadzie dla "DGP".
Bielecki przekonuje, że w ostatnich 6 miesiącach zmieniło się postrzeganie Polski, przestaliśmy być wrzucani do jednego worka z "półbankrutami z regionu". Czemu czekaliśmy pół roku? Według byłego premiera "rynek nie działa w oparciu o analizy profesorów, lecz w dużym stopniu o instynkt stadny. Kiedy istnieje zagrożenie, dąży do eliminacji ryzyka. Wtedy zaczyna się szybka ucieczka, nawet przy dużej stracie."
Szef Pekao deklaruje się jako zwolennik twardej dyscypliny finansowej, ale zaznacza, że Polska doświadcza kryzysu w niespotykanej skali. "Dlatego teraz zwiększanie podatków lub drastyczne cięcia wydatków to właśnie histeryzowanie. W związku z tym lepiej i bezpieczniej jest nie dokonywać żadnych radykalnych ruchów" - przekonuje Bielecki.
Twierdzi, że przywiązanie progów ostrożnościowych (55/60 proc. PKB), bo wyjątkowa sytuacja wymaga wyjątkowych działań. Bielecki opowiada się za "pobudzaniem" i działaniami antycyklicznymi, ale jest przeciwko zwiększaniem roli państwa w gospodarce.