"Wzbiera fala tsunami, która może zagrozić bankom" - mówi Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK.
Już po pierwszym kwartale wyniki banków będą złe być może nawet bardzo złe.
Jako przyczyny Morawiecki wskazuje "gigantyczny" spadek zysków banków na kredytach, bo ściągają z rynku depozyty po "nieprzytomnych" cenach. Przypomina, że w czasie kryzysu oprocentowanie depozytów powinno spadać, a wystrzeliło w górę.
"Na świcie brakuje płynności, w dodatku nastąpił odwrót pieniądza z naszego rynku", osłabienie złotego, a co za tym idzie kredyty walutowe są wyceniane wysoko i "to wszystko trzeba finansować i refinansować".
Według Morawieckiego jego własne apele o to, by banki zaprzestały walki na coraz wyżej oprocentowane depozyty raczej nic nie dadzą. Dlatego uważa, że w trudnej, kryzysowej sytuacji powinniśmy przedyskutować administracyjne ograniczenia wysokości oprocentowania. Rząd powinien wprowadzić także gwarancje na kredyty obrotowe dla firm.
Według prezesa BZ WBK kolejną przyczyną problemów są rezerwy, które banki będą musiały tworzyć na poczet zagrożonych kredytów i wkrótce zaczną im topnieć kapitały. Stopa rezerw powinna zostać obniżona z 3,5 proc. na 2 proc., co dałoby sektorowi 10 mld zł. Co - według prezesa - przełożyłoby się w części na zwiększenie akcji kredytowej.
Szef BZ WBK przewiduje, że za pół roku ma być jeszcze trudniej o kredyty i radzi przedsiębiorcom, żeby dziś wykorzystali wszystkie możliwości finansowania. "Pieniądz i kapitał będą wkrótce dobrem rzadkim" - mówi Morawiecki w
w wywiadzie dla "WSJ Polska".
Czarny scenariusz to spadek PKB o 1 pkt proc. w 2009 roku, co oznacza coraz więcej zatorów płatniczych i coraz więcej bankructw. Czy jakiś bank upadnie? Mateusz Morawiecki liczy, że tak się nie stanie, ale niektóre banki będą musiały "zwijać akcję kredytową" i masowo zwalniać pracowników. Prezes Morawiecki uważa, że gdyby pracę straciło 30-40 tys. bankowców budżet straciłby 1,5 mld zł wpływów.