Pierwsze dwadzieścia minut meczu w Londynie przebiegało pod dyktando Borussi, która prowadziła akcje, atakowała i prawie nie pozwalała Arsenalowi na kontakt z piłką. Punktem zwrotnym była jednak 25. minuta spotkania gdy Thoms Vermaleen raczej nieumyślnie kopnął w twarz Svena Bendera, który musiał opuścić boisko na noszach. 22-letni reprezentant Niemiec nie wrócił wraz z zespołem do Dortmundu, ale pojechał prosto do szpitala, gdzie przeszedł trzygodzinną operację szczęki.
Kilka minut później boisko, kulejąc, opuści ł Mario Goetze. Od tego momentu gra Borussii wyraźnie się załamała, a Arsenal poczynał sobie coraz śmielej pod bramką Romana Weidenfellera, który popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami.
"Wstrząsająca noc dla Dortmundu" - pisze niemiecki Bild i bardziej niż porażką martwi się stanem zdrowia Bendera i problemami kadrowymi mistrza Niemiec.
Dobre spotkanie rozegrał Robert Lewandowski, na którego pod nieobecność Bendera i Goetzego spadł ciężar gry ofensywnej. Polak dobrze spisywał się także w sytuacjach zagrożenia własnej bramki. W ostatniej minucie meczu podał Shinji Kagawie, ten zaś zdobył honorowego gola, sędzia de Bleeckere nie pozwolił jednak nawet wznowić gry.
W rozmowie z reporterami Polsatu po meczu reprezentant Polski nie krył rozgoryczenia:
- Co z tego, że ktoś zaprezentował jakieś umiejętności, skoro i tak przegraliśmy - mówił - ale przynajmniej nasza gra i tak wygląda lepiej niż na początku rozgrywek.
Szanse Borussi na awans są właściwie matematyczne - musiałaby wygrać co najmniej 4:1 z Marsylią i liczyć na porażkę Olimpiakosu z Arsenalem.